Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FC Barcelona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FC Barcelona. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 sierpnia 2021
środa, 15 maja 2019
Barcelona 18/19 - (niby) analiza, (niby) podsumowanie cz.2 i Barcelona 19/20
Mam nieodparte wrażenie, że sporo pominąłem przy podsumowaniu. Że kwestii czysto sportowych i taktycznych jest więcej do poruszenia. Bez przydługiego wstępu spróbuję od razu przejść do rzeczy.
Etykiety:
analiza,
Andres Iniesta,
Ernesto Valverde,
FC Barcelona,
Frenkie De Jong,
Ivan Rakitic,
Leo Messi,
Luis Enrique,
Luis Suarez,
Nelson Semedo,
Neymar,
Xavi
środa, 30 maja 2018
Barcelona 2017/18 - podsumowanie
Pierwszy sezon Ernesto Valverde za sterami Barcelony dobiegł końca. W zasadzie nie sposób jednoznacznie ustalić, czy można uznać go za udany, czy też nie. Na ogólną ocenę pracy byłego szkoleniowca Athleticu rzutuje mnóstwo czynników - tych niezależnych od niego, jak i tych, na które miał wpływ (pośrednio lub bezpośrednio). Tym samym, ostateczny werdykt determinuje punkt odniesienia, który dla każdego kibica mógł być inny. Jeśli największą wagę przykładałeś do pewnego zwycięstwa na krajowym podwórku, masz prawo czuć się ukontentowany. Jeśli zaś liczyłeś na przełamanie hegemonii Realu w Lidze Mistrzów, możesz ten sezon uznać za kompletnie nieudany. Jeśli notę wystawiasz na bazie oczekiwań przedsezonowych, kiedy klub stracił Neymara, a jego (jak się wydawało) następca natychmiast wypadł z powodu kontuzji, to prawdopodobnie ocenisz dokonania zespołu lepiej, niż gdybyś zrobił to licząc od lutego, kiedy Valverde miał komfortową sytuację kadrową, z Coutinho i powracającym do zdrowia Dembele na czele. Biorąc te wszystkie zmienne pod uwagę, postaram się wynotować najważniejsze plusy i minusy pierwszego roku pracy Valverde na Camp Nou.
wtorek, 24 października 2017
Ręce, które wyLuchą?
Po trzech owocnych latach era Luisa Enrique na stanowisko szkoleniowca Barcelony dobiegła końca. Lucho zapisał się złotymi zgłoskami na kartach klubowej historii, zdobywając tryplet w swoim pierwszym sezonie, acz dla części kibiców zostanie zapamiętany przez pryzmat ostatniego sezonu, w którym Duma Katalonii zdobyła jedynie Puchar Hiszpanii. W Lidze Mistrzów musiała uznać wyższość Juventusu, natomiast Primera Division padło łupem Realu. Co więcej, powszechnie (i wcale nie wziętym znikąd) stawianym zarzutem wobec byłego już szkoleniowca zespołu z Katalonii było „wykastrowanie” charakterystycznego, zakorzenionego tu m.in. przez Johana Cruyffa czy Pepa Guardiolę stylu gry na rzecz bardziej pragmatycznego futbolu. Dla romantycznej części Cules zatrudnienie Ernesto Valverde, Cruyffisty z krwi i kości, miało więc zwiastować powrót do pielęgnowanych tutaj wartości.
czwartek, 27 kwietnia 2017
El Clasico dla Barcelony (analiza taktyczna)
Do niedzielnego starcia to gospodarze z Madrytu przystępowali w roli faworyta. Barcelona w ostatnich ligowych potyczkach grała w kratkę. Podopieczni Luisa Enrique stracili nie tylko sporo punktów, ale i Neymara, który spotkanie z Malagą skończył z czerwoną kartką, eliminującą go z Klasyku. Do tego Duma Katalonii w dość słabym stylu pożegnała się z Ligą Mistrzów, odpadając z Juventusem bez choćby jednej zdobytej bramki. Zinedine Zidane miał więcej problemów personalnych, szczególnie w defensywie. Wykluczony był występ Pepe oraz Raphaela Varane'a. Ponadto do ostatnich chwil ważyły się losy występu Garetha Bale'a. Z drugiej strony, mimo kłopotów kadrowych, Los Blancos w lidze szli jak burza. Ostatni raz przegrali w La Liga dwa miesiące wcześniej, w zaległym spotkaniu z Valencią. Później potknęli się jedynie dwukrotnie, remisując kolejno z Las Palmas i z Atletico w derbach stolicy. Nic więc dziwnego, że więcej szans na zwycięstwo dawano Realowi.
czwartek, 2 lutego 2017
PSG Unaia Emery'ego - analiza taktyczna
Pierwsze
mecze 1/8 finału Champions League coraz bliżej. Los po raz kolejny skojarzył
Barcelonę z Paris Saint-Germain. Tym razem jednak będzie to o tyle wyjątkowy
pojedynek, że na ławce Paryżan zasiądzie Unai Emery – człowiek, któremu Duma Katalonii wybitnie nie leży. Jako
szkoleniowiec Almerii, Valencii, Spartaka Moskwa i Sevilli wygrał z tym przeciwnikiem
zaledwie raz – w 7. kolejce poprzedniego sezonu La Liga, kiedy prowadzona przez
niego Sevilla pokonała na własnym stadionie Katalończyków 2:1. Tamten mecz zapewne
doskonale pamięta Grzegorz Krychowiak, który podobnie jak Emery po
zeszłorocznych Mistrzostwach Europy zamienił słoneczną Andaluzję na europejską
stolicę mody. Szanse na występ przeciwko Barcelonie ma jednak znikome.
wtorek, 6 grudnia 2016
Barcelona - Real Madryt 1:1 (analiza taktyczna)
Vicente
del Bosque wypowiedział swego czasu szalenie trafne zdanie: "You watch the game, you don’t see Busquets. You watch Busquets, you see the whole
game”. W
pewnym uproszczeniu przebieg meczu można sprowadzić do pomocnika Barcelony, wokół
którego toczyła się gra, w której on był postacią centralną (nie tylko ze
względu na pozycję na boisku), punktem odniesienia.
sobota, 23 kwietnia 2016
Top 25 największych talentów w Europie
Wszelakie rankingi mają to do siebie, że jakkolwiek by nie wyglądały zawsze będą budzić kontrowersje wśród odbiorców. Choćby autor nie wiadomo jak bardzo silił się na obiektywizm, a nad kolejnością poszczególnych elementów myślał dniami i nocami, i tak znajdzie się pokaźna grupa osób, które kompletnie się z daną kolejnością nie zgodzą czy wręcz wyśmieją całokształt jako "do niczego nie podobny" (delikatnie mówiąc). Mimo to rankingi wciąż powstają i wciąż wzbudzają zainteresowanie - być może właśnie ze względu na obszerne pole do dyskusji, które zapewniają. Ja pokusiłem się o ranking najzdolniejszych piłkarzy do lat 21 w Europie.
wtorek, 5 kwietnia 2016
El Clasico - analiza taktyczna
Przed tym spotkaniem absolutnie wszystko przemawiało za Barceloną: przewaga psychologiczna po poprzednim El Clasico, sytuacja w tabeli, atut własnego boiska, niesamowita seria meczów bez porażki, optymalna jedenastka, debiutujący w Gran Derbi w roli szkoleniowca Zinedine Zidane… Jednak na murawie o żadnej dominacji i jednostronności jak w przypadku pojedynku na Bernabeu mowy być nie mogło. Goście może nie zagrali olśniewająco, ale zdecydowanie bardziej zdyscyplinowanie niż za Rafy Beniteza. To w zupełności wystarczyło na mocno bezbarwną, senną Barcelonę.
czwartek, 18 lutego 2016
Arda Turan a sprawa barcelońska
Pierwszy
raz nowego zawodnika Barcelony w większym wymiarze czasowym widziałem podczas
Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii. 21-letni wówczas Arda był jednym z kluczowych
elementów w układance Fatiha Terima i zarazem jednym z objawień całego
turnieju, wydatnie pomagając reprezentacji Turcji dotrzeć do półfinału. Piłkarz
Galatasaray imponował bardzo dobrą techniką użytkową, krótkim prowadzeniem
piłki, przeglądem pola i walecznością, a także wykazywał dużą dyscyplinę
taktyczną, często wspierając bocznych obrońców, łamiąc akcje do środka czy
wymieniając się pozycjami na skrzydłach. O jego wpływie na grę reprezentacji
znad Bosforu niech świadczy fakt, że Turcy z pięciu rozegranych spotkań
przegrali dwa – te, w których nie wystąpił Turan. Trzy lata po udanym dla niego
Euro wylądował na Półwyspie Iberyjskim – w Atletico. Mimo znacznie mniej
imponujących statystyk niż w barwach Galaty,
Arda potwierdzał swoje piłkarskie atuty, z każdym kolejnym sezonem stając się
coraz ważniejszym zawodnikiem w ekipie Diego Simeone. Dobra postawa w barwach Rojiblancos zaowocowała transferem na
piłkarski Mount Everest, do klubu, gdzie nie zawsze nawet najlepsi piłkarze
świata byli w stanie się odnaleźć – do Barcelony. Transfer ten zrodził pytanie,
czy Turek jest przymierzany do środka pola, czy też – szczególnie wobec plotek
o możliwym odejściu Pedro – wykorzystywany będzie głównie w rotacji na
skrzydłach ataku? Bo właśnie przy linii – i w barwach Galatasaray, i Atletico,
i na wspomnianych ME – ustawiany był Arda. Jak natomiast jego „papierowe”
ustawienie ma się do jego faktycznej roli i pozycji na boisku? Czy atuty Turana
można będzie wykorzystać w barcelońskim środku pola, czy też mankamenty w jego
grze nie optują za ustawianiem go w drugiej linii? Co wartościowego piłkarz
znad Bosforu może wnieść do gry Dumy
Katalonii? Na te pytania pośrednio postaram się odpowiedzieć w dalszej
części.
wtorek, 27 października 2015
Xavi Hernandez - ikona Barcelony
Jeden z najbardziej utytułowanych piłkarzy w historii futbolu, według wielu najlepszy środkowy pomocnik, jakiego nosiła Matka Ziemia, absolutnie kluczowa postać magicznej Barcelony Guardioli – Xavi Hernandez. W przeciągu niespełna 6 lat przeszedł drogę od najważniejszego ogniwa klubu oraz reprezentacji do zawodnika wykorzystywanego w systemie rotacji, którego odejścia przed obecnym sezonem domagała się rzesza sympatyków Blaugrany. Co zaważyło na stopniowej marginalizacji roli Generała w zespole? Postaram się znaleźć odpowiedź na to pytanie.
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Co dalej z Davidem Villą?
Zainspirowany przeróżnymi źródłami, donoszącymi o rzekomym rozstaniu Davida Villi z FC Barceloną postanowiłem podzielić się moimi refleksjami na temat jego poprzedników, początków w bordowo-granatowych barwach, samego piłkarza, roli oraz przydatności w klubie, a także spróbować odpowiedzieć na pytanie: czy po tak fatalnej kontuzji, jaka przytrafiła mu się dokładnie roku temu jest w stanie odbudować się i wrócić na piłkarski szczyt. O tym wszystkim w dalszej części.
Transfery klubu ze stolicy Katalonii w ostatnich kilku latach, a już szczególnie te w przednich formacjach zespołu, to była w moim odczucia taka swego rodzaju sinusoida. Pierwszą wielką transakcją było sprowadzenie na Camp Nou za horrendalną sumę przeszło 40 mln euro Zlatana Ibrahimovica. Dodatkowo w drugą stronę - do Mediolanu - powędrował Samuel Eto'o. I tej decyzji Guardioli oraz zarządu do tej pory nie potrafię zrozumieć. Bo Samuel był jaki był, mówił wprost co mu się nie podoba, miał ciężki charakter, ale był napastnikiem idealnym do tego klubu, stworzonym do kombinacyjnej gry. Zasługiwał na nowy kontrakt, nawet jeśli miałby być on najwyższy w klubie. Zresztą wynagrodzenie sprowadzonego w jego miejsce Szweda z pewnością także nie było niskie. Co prawda bronią Zlatana statystyki (16 trafień i 8 asyst w 29 ligowych spotkaniach), jednakże nie wpasował się on w taktykę Barcelony. Często długo trzymał piłkę przy nodze, niepotrzebnie ją zastawiał, a przede wszystkim w zasadzie na palcach jednej ręki można policzyć spotkania, w których "Ibra" choćby truchtał i starał się grać wysokim pressingiem - co własnie u Eto'o imponowało i często przynosiło skutek w postaci odzyskania futbolówki. Nigdy nie byłem fanem tego piłkarza, ale nawet patrząc obiektywnie i z czysto sportowego punktu widzenia wiele pozytywnego o jego grze w barwach Blaugrany powiedzieć nie można. A że transfer Ibrahimovica okazał się kompletnie niepotrzebny (nawet mając na uwadze choćby jego trafienie z Realem, zapewniające trzy punkty w Gran Derbi) najlepiej świadczy fakt, że w końcówce sezonu, gdy ważyły się losy tytułu mistrzowskiego, Guardiola stawiał na Bojana, który zresztą bardzo dobrze wywiązywał się z powierzonej mu roli. A w Lidze Mistrzów, gdy przyszło Zlatanowi i Eto'o zmierzyć się ze swoimi byłymi zespołami, górą był ten drugi, sięgając również po najcenniejsze klubowe trofeum w Europie.
Sezon dobiegł końca. Szwed za nieco ponad połowę wydanej na niego kwoty (nie licząc wartości Kameruńczyka) wylądował znów w Mediolanie - tylko po tej czerwono-czarnej stronie. Natomiast w jego miejsce Barcelona sprowadziła Davida Villę z Valencii. Akurat z tym transferem wiązałem ogromne nadzieje. Według mnie był to snajper wymarzony, wręcz stworzony do gry w "Dumie Katalonii". Wówczas nie miałem wątpliwości, że poza "Czarną Perłą"jedynie Villa, Aguero i Torres (jak to śmiesznie brzmi dzisiaj w przypadku tego ostatniego) na 100% sprawdzą się i odnajdą w tej taktyce. "El Guaje" dostał zadanie, któremu nie sprostał Zlatan - zastąpić Samuela Eto'o. Porównując tych zawodników można się doszukać wielorakich podobieństw: przede wszystkim obaj potrafią świetnie grać bez piłki, wiedzą, czym jest "timing" i urwanie się obrońcy w odpowiednim momencie nie stanowi dla nich żadnego problemu. Wielkim plusem tej dwójki jest też posiadanie tak samo precyzyjnego uderzenia z prawej, jak i z lewej nogi. Nie robi im różnicy, na której stopie mają piłkę. Oprócz tego wyróżnia ich dobre wyszkolenie techniczne, umiejętność wygrania pojedynku "1 na 1" - no i snajperski instynkt. Villa dla samej Valencii trafił 120 razy w 198 pojedynkach, natomiast Eto'o dla Blaugrany zaliczył aż 130 bramek w 199 występach. Dodatkowo David bardzo dobrze znał się z kadry: Puyolem, Pique, Busquetsem, Pedro, a przede wszystkim z Iniestą i Xavim, którzy mieli obdarowywać go teraz świetnymi piłkami.
Okazało się, że już na starcie Asturyjczyk będzie miał nieco pod górkę. Otóż już w poprzednim sezonie Guardiola przesunął Messiego z prawego skrzydła na środek ataku. Nie wrócił do poprzedniego wariantu nawet po przyjściu "El Guaje" - snajpera z krwi i kości. Tym samym Villa już na starcie - podobnie jak choćby Thierry Henry - musiał przyzwyczaić się do gry na skrzydle - czegoś, czego w zasadzie nie robił. Mimo to David pokazał, iż klasowy piłkarz wszędzie da sobie radę. 18 goli w lidze, 23 w całym sezonie - w tym trafienie w zwycięskim finale Champions League z "Czerwonymi Diabłami" oraz wydatne przyczynienie się do mistrzostwa Hiszpanii i Superpucharu dobitnie pokazują, jak ważną postacią z miejsca stał się w tej drużynie.
W lipcu 2011 roku na Camp Nou zawitał Alexis Sanchez, którego transfer przyjąłem z mieszanymi uczuciami. Chilijczyk miał być alternatywą dla byłego piłkarza Valencii, jak i dla Pedro. Na początku sezonu David nie imponował formą, choć paradoksalnie zaczął go znakomicie - od przepięknego trafienia w meczu o Superpuchar Hiszpanii z Realem Madryt. Później było niestety coraz gorzej, a apogeum nieszczęścia dosięgnęło go w Jokohamie podczas spotkania z Al-Saad w trakcie grudniowych Klubowych Mistrzostw Świata. Wtedy to złamał kość piszczelową, co w rezultacie uniemożliwiło mu pojawienie się w tym sezonie na boisku, jak i co gorsze udział w Mistrzostwach Europy.
Długotrwała rehabilitacja, poparta ogromnym poświeceniem pozwoliły wreszcie Davidowi powrócić na boisko już w trakcie okresu przygotowawczego. W pierwszym ligowym meczu po kontuzji z Realem Sociedad zanotował prawdziwe wejście smoka - pokonując Claudio Bravo 10 minut po zameldowaniu się na murawie pokazał, że wciąż będzie tej drużynie potrzebny. Później m.in. zapewnił Barcelonie 3 punkty w dramatycznym meczu na Ramon Sanchez Pizjuan oraz zanotował 3 gole w dwumeczu Copa del Rey z Deportivo Alaves.
Mimo tych osiągnięć - bardzo dobrych jak na czas spędzany na boisku, oraz mimo indolencji strzeleckiej zarówno Alexisa, jak i Pedro, "El Guaje" wciąż przeważnie pełni rolę jokera wchodząc z ławki przeważnie po 60. minucie spotkania. A klasowego piłkarza, jakim jest reprezentant Hiszpanii, z pewnością taka rola nie satysfakcjonuje.
Pozostaje kwestia najważniejsza - co dalej z Davidem Villą? Według mnie to wciąż piłkarz z najwyższej, światowej półki. I wierzę, że może ponownie osiągnąć taki poziom, jaki prezentował na Mistrzostwach Świata w RPA czy pierwszym sezonie w Barcelonie. Do tego potrzebuje jednak zaufania, cierpliwości, no i przede wszystkim regularnych występów. Na dzień dzisiejszy Villanova nie zapewnia mu wystarczająco dużo. Irytuje, a wręcz zadziwia nieporadność, z jaką Asturyjczyk przyjmuje piłkę. Denerwuje liczba spalonych, które sędziowie odgwizdują Davidowi. Zarzuca się mu brak zaangażowania w pressing. Odnosi się wrażenie, że król strzelców mundialu w Afryce grając od początku w drugiej połowie oddycha już rękawami. Nie zaprzeczam. Jednak pamiętajmy, że on wraca do futbolu po ciężkim złamaniu nogi! Spędził pół roku jedynie w gabinetach lekarskich, nie mając przez ten czas piłki przy nodze! Po czymś takim nie da się "z miejsca" wejść w rytm meczowy. Ba! Często nieosiągalny staje się powrót do poziomu prezentowanego przed urazem. Pierwszym z brzegu przykładem może być Eduardo, z którym wiązano w Arsenalu duże nadzieje, a tymczasem po żmudnej rehabilitacji został sprzedany do Szachtara, gdzie przeważnie pełni rolę rezerwowego i niczym specjalnym się nie wyróżnia. Podobnie kontuzje - częstsze, lecz nie tak poważne jak złamanie nogi - zatrzymały karierę Alexandre Pato, któremu wszyscy wróżyli świetlaną przyszłość. Miał być jednym z liderów "Canarinhos" na najbliższym mundialu, jednak na dzień dzisiejszy ciężko powiedzieć, czy w ogóle znajdzie się dla niego miejsce w 23-osobowej kadrze na ten turniej.
Czucie piłki, gry, wspomniany rytm meczowy, ogranie - tego nie da się nabyć spędzając większość czasu na ławce. Swoje szanse wciąż dostają zawodzący - jeśli chodzi o bramki - Pedro oraz Alexis Sanchez, których "El Guaje" deklasuje pod tym względem. I nikt nie może wysunąć argumentu, że że z wymienioną wyżej dwójką Barca nie traci punktów. Bo w tym sezonie ligowym niezależnie od obsady pierwszej linii, Katalończycy wygrywają wszystko jak leci, także z Davidem w "11"!
Są cechy, których Villa nie posiada, a mają je młody Hiszpan i Chilijczyk - nie biega od pola karnego do pola karnego, nie ściga rywala przez pół boiska, aby odebrać mu wcześniej straconą piłkę, nie trzyma się kurczowo linii bocznej, nie szuka w każdym zagraniu Messiego, nie jest tak przebojowy i dynamiczny. Jednak moim zdaniem ma znacznie ważniejsze umiejętności, predestynujące go do roli zawodnika podstawowej jedenastki. Przede wszystkim to, o czym wspominałem porównując go do Eto'o - niesamowity instynkt strzelecki, spokój w sytuacjach podbramkowych i kapitalny "timing" - umiejętność urwania się obrońcy, wyjścia do prostopadłej piłki. I takiej właśnie gry David wciąż szuka, stąd te liczne spalone, na których jest łapany. A to z kolei dlatego, że brakuje mu ogrania, "czucia gry". Wie, kiedy zejść ze skrzydła do środka, kiedy wystartować do piłki. Spalone są wkalkulowane w taki sposób gry. Jednak przy tak kreatywnych piłkarzach w środku pola jak Xavi, Iniesta, Thiago, Cesc czy cofający się często do drugiej linii Messi piłkarz wychodzący na wolne pole do prostopadłych piłek jest wręcz niezbędny. A jeśli tylko "El Guaje" złapie wysoką formę - w co głęboko wierzę - to bójcie się wszyscy! Na takie akcje nie będzie lekarstwa.
Równie ważną zaletą tego zawodnika, przynajmniej w moim odczuciu, jest umiejętna ocena sytuacji, dobry strzał z dystansu i pewność siebie. Wie, kiedy powinien uderzyć, a kiedy oddać futbolówkę koledze. I nieważne, czy jest to 5 czy 35 metr. O tym, że była gwiazda Valencii potrafi uderzyć z każdej odległości i z każdej piłki przekonali się już m.in. Casillas (Superpuchar Hiszpanii), Van der Sar (finał LM), Bravo (MŚ 2010) czy Christian Abiatti. Nie ma też znaczenia, czy uderza ze stojącej piłki, czy w trakcie gry. Co ważne, w przeciwieństwie do Alexisa i Pedro, u których to zachowanie powoli zaczyna irytować, nie szuka w każdym zagraniu Messiego. Jeśli otrzymuje futbolówkę w sytuacji dogodnej do strzału, nie rozgląda się za Leo, tylko uderza na bramkę. Ktoś taki staje się bezcenny, gdy rywal gra tak głęboko cofnięty, że niemal niemożliwym jest znalezienie się na wolnej pozycji w polu karnym. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że tak precyzyjnego uderzenia z dystansu jakim dysponuje Hiszpan nie ma w tym klubie nikt poza Messim.
Dziś kończy się 2012 rok, w zasadzie stracony dla piłkarza Blaugrany. Stanowisko klubu wydaje się być jasne i klarowne - do końca czerwca David zostaje z nami, później pomyślimy o dalszej przyszłości zawodnika. Agent napastnika twierdzi, że los jego podopiecznego leży w rękach sterników klubu. A to karze nam sądzić, iż w styczniu Villa nigdzie się nie wybiera, mimo rzekomego zainteresowania ze strony Chelsea, Liverpoolu czy Manchesteru City. Ja mam natomiast nadzieję, że David zostanie nie tylko do czerwca, ale odbuduje się, zacznie grać "drugie skrzypce" (chyba łatwo rozgryźć dlaczego ;) ) w zespole, i w lipcu usiądzie do rozmów o przedłużeniu wygasającej w 2014 roku umowy, a chwilę później złoży podpis pod nowym kontraktem :)
czwartek, 30 sierpnia 2012
Hiszpania: Superpuchar dla Realu
Mimo porażki 2-3 na Camp Nou, Real Madryt zdołał sięgnąć po pierwsze trofeum w nowym sezonie, pokonując na Bernabeu Barcelonę 2-1. Co warte podkreślenia, rewanż wygrał w pełni zasłużenie, a na murawie wreszcie nie trwało polowanie na kości, symulowanie czy wywieranie presji na arbitrze.
Pierwsza połowa niespodziewanie mogła (i powinna) skończyć się prawdziwym pogromem. Piłkarze Barcelony nie mieli kompletnie pomysłu na rozegranie piłki. Rzadko kiedy piłka znajdowała się w okolicach 20 metra od bramki Los Blancos, nie mówiąc już o jakichkolwiek strzałach w kierunku bramki Casillasa. Równie fatalnie wyglądała ich gra w defensywie. Real, mimo że nie grał nadzwyczaj szybko i błyskotliwie, co kilka minut stwarzał sobie wyśmienite sytuacje do strzelenia gola. A Barca może dziękować Niebiosom (a w zasadzie Valdesowi, choć i on dołożył swoje "trzy grosze" do straconych bramek, i nieskuteczności Królewskich), że na przerwę schodzili przy wyniku 1-2, a nie 1-5.
Już w 7. minucie po pierwszym (i nie ostatnim) poważnym błędzie w ustawieniu Gerarda Pique świetną okazję po zagraniu Marcelo miał Gonzalo Higuain, jednak jego płaski strzał zdołał nogą odbić bramkarz Barcelony. Zresztą takich błędów w ustawieniu, szczególnie w pierwszej połowie, defensywa Blaugrany odnotowała tyle, że aż ciężko je zliczyć. Dodatkowo brakowało asekuracji i komunikacji. Pique z Mascherano momentami wyglądali jak para trampkarzy, która pierwszy raz w życiu gra ze sobą na stoperze. Właśnie kiks tego drugiego przyczynił się do utraty pierwszego gola. Piłkę z własnej połowy wybijał Pepe i gdy wydawało się, że Argentyńczyk bez problemu wybije ją, ten zrobił coś, co wydawałoby się jest domeną wyłącznie naszej B klasy. Mianowicie nie trafił w futbolówkę, a na dodatek dał się wyprzedzić swojemu rodakowi, a "Pipita" tym razem nie zmarnował stuprocentowej sytuacji i strzałem między nogami Valdesa dał Madrytczykom prowadzenie.
Nie minęło 10 minut, a drugi ze stoperów Barcelony pokazał, że nie chce być gorszy od Javiera. Sytuacja bardzo podobna do poprzedniej: piłkę z własnej połowy zagrywa Sami Khedira, Pique nie wie, czy zrobić w jej kierunku krok, czy też poczekać na kozioł, jego niezdecydowanie wykorzystuje Ronaldo, który przerzuca sobie piłkę piętą nad Hiszpanem i wychodzi sam na sam z Valdesem. Dlaczego stoper Barcelony zamiast ruszyć za Ronaldo popędził na linię bramkową? Dlaczego VV nie wyszedł z bramki by skrócić kąt? Dlaczego Mascherano wracał początkowo w ślimaczym tempie? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że wszystkie te niuanse pozwoliły Portugalczykowi strzelić bramkę na 2-0, chociaż futbolówkę szczerze mówiąc (wbrew zastanawiającym zachwytom Pana Iwańskiego z TVP nad "cudownych przyjęciem piłki") "zgasił" tak, że została ona za jego plecami. Mimo to miał nadspodziewanie dużo czasu, by ją sobie spokojnie ułożyć do strzału. Strzału, który choć mocny, był chyba jednak do "wyjęcia".
Wydawać by się mogło - gorzej być nie może. A jednak. Kolejne 10 minut i kolejna zmarnowana "setka" Higuaina, nieuznana bramka Pepe na 3-0 (powtórki pokazały, że delikatnie popchnął Marcherano a ten, w swoim stylu, gdy tylko poczuł ręce rywala na plecach padł na murawę - miał się więc sędzia czym wybronić, aczkolwiek gdyby uznał tą bramkę nikt specjalnie nie mógłby mieć do niego pretensji) i na domiar złego czerwona kartka dla Adriano za faul na wychodzącym na wolne pole Ronaldo. Chwilę później natomiast po trzecim w tym meczu świetnym dograniu Marcelo Khedira uderzył z woleja prosto w ręce Valdesa.
Po wyrzuceniu z boiska Brazylijczyka Vilanova zareagował natychmiast wprowadzając na boisko Martina Montoyę w miejsce Alexisa Sancheza. I paradoksalnie to właśnie ten młody obrońca miał w 37. minucie pierwszą (sic!) okazję na bramkę dla Barcelony. Z lewej strony boiska wzdłuż bramki zagrał Iniesta, jednak ani Messi, ani właśnie Montoya nie sięgnęli piłki.
Gdy wydawało się, że do przerwy nic już się nie wydarzy, stało się zgoła odmiennie. Do rzutu wolnego z ponad 25 metrów podszedł Leo Messi i pięknych strzałem obok muru po długim rogu trafił do siatki. Sprawdziło się więc po raz kolejny stare porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach. Real mógł jeszcze odpowiedzieć, ale ani bomba Ronaldo, ani techniczne uderzenie Di Marii nie przyniosło zmiany rezultatu.
W drugiej części meczu Real nie forsował tempa widząc korzystny wynik, nieporadność Barcelony i grając z przewagą jednego zawodnika. Piłka - tak trochę w stylu największego rywala - krążyła między defensorami Los Blancos. A Katalończycy, nie mając pomysłu na rozbicie szczelnej defensywy Realu i przebicie się przez zagęszczony środek pola, próbowali szukać swoich okazji grając z kolei... długimi piłkami, a więc tak, jak wiele razy w tym spotkaniu grali Madrytczycy. Pierwszy raz udało się to w 62. minucie i podobnie jak w pierwszym meczu świetnym crossem do Pedro popisał się Mascherano. Hiszpan tak jak wówczas kapitalnie "skleił" futbolówkę, jednak nie posłał jej tym razem do siatki, a prosto w Ikera Casillasa. Jakieś 3 minuty później na indywidualną akcję prawym skrzydłem zdecydował się Pedro, jakimś cudem ograł Ramosa i ostatkiem sił pchnął piłkę prosto w rękawice bramkarza Realu.
Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Indywidualna akcja... Samiego Khediry, który ograł w niej 4 piłkarzy Barcelony, podsumowała fatalną grę w defensywie i kompletny brak zrozumienia. Tylko dzięki dobrej interwencji Valdesa na tablicy wyników wynik nie uległ zmianie.
Kwadrans przed końcem kapitalnym podaniem z głębi pola do Jordiego Alby popisał się najlepszy piłkarz świata. Były piłkarz Valencii zdecydował się mijać Casillasa, co skończyło się wybiciem piłki przez obrońców. Chyba lepszym rozwiązaniem w tej sytuacji byłaby próba przerzucenia piłki nad wychodzącym z bramki golkiperem Królewskich.
Kilka minut po tej akcji odpowiedział Real. Kolejną "patelnię" zmarnował Higuain, uderzając w sytuacji oko w oko z Valdesem w słupek. Niesamowitym była bierność gości w tej akcji. Ani przy podającym Xabim Alonso, ani przy "Pipicie" w promieniu jakichś 2-3 metrów nie było żadnego zawodnika w bordowo-granatowej koszulce. Ostatnie szanse na odwrócenie losów Superpucharu mieli znów Martin Montoya (po świetnym podaniu Messiego) oraz Leo Messi, lecz żaden z nich nie trafił do siatki i trofeum pozostało na Bernabeu.
Z pewnością żaden kibic Barcelony (w tym ja) w najczarniejszych snach nie widział czegoś takiego, co miało miejsce w pierwszych 45 minutach. Można powiedzieć, że to, co działo się w pierwszym spotkaniu zostało obrócone o 180 stopni. Wówczas to Barca dominowała, a goście zdobyli dwie bramki "z niczego". Tym razem to Real miał mecz pod kontrolą i powinien go wygrać zdecydowanie wyżej, a Barcelona zdobyła bramkę nie mając do przerwy ani jednak dobrej okazji. Trzeba jednak zaznaczyć, że piłkarze ze stolicy mieli sporo więcej sytuacji w rewanżu niż Blaugrana na Camp Nou. Z przekroju dwumeczu Puchar zdobyła drużyna nieco lepsza (przynajmniej pod względem kreowania sytuacji podbramkowych), choć słowa uznania dla graczy z Katalonii za podjęcie walki w drugiej połowie i wyjście z szatni jakby to była inna drużyna niż w pierwszej połowie. Inna sprawa, że Real w drugich 45 minutach bardziej niż na stwarzaniu kolejnych sytuacji starał się kontrolować poczynania Barcelony w ofensywie i skupił się na bezbłędnej grze w obronie. W 100% się to nie udało, aczkolwiek przyniosło pożądany efekt końcowy w postaci Superpucharu. Warta odnotowania jest również atmosfera panująca na murawie. Wreszcie mogliśmy oglądać mecz bez złośliwości, brutalności, awantur, symulacji i dyskusji z sędzią. Mecz, wbrew licznym kartkom, był bardzo czysty, a jego najlepszym podsumowaniem mogą być dwie sytuacje z Pedro: w pierwszej to on pomógł podnieść się z murawy Marcelo, a w drugiej Cristiano Ronaldo wyciągnął dłoń do leżącego na murawie skrzydłowego Barcelony. Niby szczegół, ale jakże ważny przez pryzmat tego, co obserwowaliśmy w wielu wcześniejszych Gran Derbi. Oby jak najwięcej takich obrazków i dobrego futbolu w przyszłości!
Real Madryt 2:1 FC Barcelona
Bramki: 11' Higuaín, 19' Ronaldo - 45' Messi.
Żółte kartki: Pepe, Arbeloa, Khedira, Alonso - Mascherano, Piqué.
Czerwona kartka: Adriano.
Real Madryt: Casillas; Arbeloa, Pepe, Ramos, Marcelo; Alonso, Khedira; Di María (79' Callejón), Özil (83' Modrić), Cristiano; Higuaín (81' Benzema).
Rezerwowi: Adán, Benzema, Albiol, Modric, Callejón, Lass, Nacho.
Barcelona: Valdés, Alba, Piqué, Mascherano, Adriano; Xavi, Busquets (75' Song), Iniesta, Pedro (82' Tello), Messi, Alexis (33' Montoya).
Rezerwowi: Fábregas, Villa, Pinto, Bartra, Montoya, Alex Song, Tello.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











