Nie ukrywam, że spośród wszystkich imprez młodzieżowych w 2017 roku, akurat Mistrzostwa Europy U21, obok Mistrzostw Świata U20, były imprezą, na którą czekałem z pewną obojętnością. Wynikało to stąd, iż mnóstwo piłkarzy, biorących udział w tym turnieju, zwyczajnie znałem już, lepiej lub gorzej, od pewnego czasu. Toteż i poziom mojej ekscytacji oscylował gdzieś w okolicach środka skali (no, może ciut wyżej). Paradoksalnie jednak, cały turniej obejrzałem od A do Z, nie pomijając choćby jednego spotkania (choć niektóre z różnych względów oglądałem z odtworzenia), czego wcześniej nigdy nie udało mi się zrealizować. Euro zainaugurował mecz Szwedów z Anglikami w Kielcach, a zakończył pojedynek... Czechów z Danią w Tychach. Ok, zakończył dla mnie, gdyż tego starcia nie udało mi się zobaczyć na żywo i nadrobiłem je dopiero po finale. A w nim Niemcy dość niespodziewanie (żeby nie powiedzieć sensacyjnie) pokonali murowanych kandydatów do mistrzostwa, Hiszpanów, 1:0.