Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energy drink. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energy drink. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Scheckter's Organic Energy

Po bardzo udanej "przygodzie" z Hype'm tym razem w moje ręce trafił kolejny energetyk zza granicy - Scheckter's Organic Energy. Co by nie mówić, produkt niezwykle ciekawy. Otrzymałem dwie puszki, które na pierwszy rzut oka wydawały się takie same. Kiedy lepiej się przyjrzałem, tych szczególików różniących obie wersje można było dostrzec nieco więcej. Także smakowych. Ogólnie rzecz biorąc napój wyróżniał się w wielu kwestiach. Jakich? O tym kilka słów poniżej.



niedziela, 10 lutego 2013

Monster Rehab

Zapewne nikt się tego nie spodziewał, nigdzie nie było informacji o czekającej na wszystkich fanów i kolekcjonerów napojów energetycznych niespodziance, a tymczasem po cichutku, bez rozgłosu na nasz rynek zawitał Monster Rehab. Biorąc pod uwagę to, że przez rok bytowania w Polsce "Potworów" nie przybył ani jeden nowy smak, pojawienie się Rehaba jest swego rodzaju sensacją. Czy teraz również czeka nas rok posuchy? Czy też możemy spodziewać się dalszej ekspansji Monstera? Czy Rehab jest wart uwagi? O tym wszystkim w dalszej części. 


Na wstępie wyjaśnię kwestię dostępności: otóż Rehaba odnalazłem w pierwszej kolejności w rzeszowskim Realu. Próżno było go jednak szukać na półce wśród swojej "rodziny". Wracając w stronę kasy brat wyhaczył go jakimś cudem między Ripperami w lodówce - chwała mu za to, gdyż okazało się, że był w promocji po równe 4zł podobnie jak pozostałe Monstery. Kolejnym miejscem w Rzeszowie, gdzie odkryliśmy Rehaby była francuska sieć supermarketów, czyli Inter Marche. Tam z kolei na nowym Monsterze mogliśmy oszczędzić grosik w porównaniu do ceny z Realu. Oczywiście w IM "Potwóry" również figurowały jako promocja. 

Co ciekawego oferuje nam kolejny na naszym rynku Monster? Ano już po spojrzeniu na puszkę widzimy, że mamy do czynienia z napojem... niegazowanym! A to w przypadku "energizerów" rzadkość. Sam piłem raptem jednego niegazowanego - zakupionego w Kuchniach Świata Carabao. 

Kolejna ciekawostka - w opisie napoju mamy dodany przymiotnik "hipotoniczny". Oznacza to mniej więcej tyle, że ten rodzaj Monstera pozwala szybciej uzupełnić braki wody w organizmie, natomiast wolniej wyrównuje poziom elektrolitów i energii czerpanej z cukrów. Szczerze mówiąc, nie pamiętam bym miał wcześniej do czynienia z podobnym płynem. 

Skład: Oprócz standardowych składników napoju energetycznego takich jak kofeina (najpowszechniejsze 32mg/100ml), tauryna, kwas pantotenowy, witaminy B3, B6, B12, inozytol czy kwas cytrynowy znajdziemy tu również m.in. fosforan monopotasowy, mleczan wapnia, magnez, chlorek sodu czy... zagęszczoną wodę kokosową. Całość dopełnia sok sytrynowy (5%), ekstrakt z czarnej herbaty oraz ekstrakty owoców acai, jagody goji i mangostanu, a więc składniki odpowiedzialne za smak. 

Właśnie, smak - tutaj mamy do czynienia z bardzo przyjemną lemoniadką, której smak jednak stosunkowo szybko mija. Końcowy posmak to lekka nutka wymienionej powyżej czarnej herbatki. Nie wyczuwalna jest nawet delikatna jej gorycz, co w przypadku napojów tak słodkich jak Monstery jest w zasadzie oczywiste. Razem z bratem doszliśmy do wniosku, że Rehab, szczególnie dobrze schłodzony, może być opcją idealną na lato z racji tego, że jako mix energetyka z lemoniadą, a przy tym napój niegazowany, świetnie ugasi pragnienie w upalne dni, a dodatkowo da solidnego "kopa" energii. 

Podsumowując, uważam, że Rehaba zdecydowanie warto spróbować choćby jako czegoś nowego na naszym rynku. Szczególnie, kiedy jest w promocji, tak jak nam właśnie udało się go nabyć. Z drugiej natomiast strony tenże Monster - jak to się kolokwialnie mówi - "nie urywa d...". Jeśli ktoś spodziewa się rewelacji, może przeżyć srogie rozczarowanie. W skali 0-10, pomijając cenę, oceniłbym go na 7 z malutkim plusikiem. 

Już na sam koniec ostatnia z ciekawostek - będąc w Inter Marche natknąłem się również na etykietę z ceną... Assaulta oraz 3 Monsterów obecnych na naszym rynku od początku, ale w puszkach 0,25l. To było w środę bądź w czwartek. Widniała tam również etykieta Rehaba, jednak do wczoraj żadnego z tych napoi na półkach nie było. Ostatecznie pojawił się ten recenzowany przeze mnie. Czy etykiety pozostałych to zwykła pomyłka czy też coś jest na rzeczy? Na dzień dzisiejszy nie wiem, lecz z pewnością będę teraz częściej zaglądał do tejże francuskiej sieciówki :)

niedziela, 16 września 2012

XL Lime&Lemon

Po recenzji XL Cranberry dziś kolei na inną odmianę smakową, a mianowicie wersję Lime&Lemon. Czy opinia o nim będzie równie pozytywna jak o jego "żurawinowym bracie"? A może wręcz przeciwnie? O tym przeczytacie w dalszej części. 




Zacznę może od tego, że recenzując XL Lime&Lemon mógłbym w zasadzie skopiować to, co napisałem przy żurawinowym XLu i jedynie nanieść stosowne poprawki. Z jego ceną czy dostępnością jest identycznie. Skład? Ten sam, z jedną, oczywistą różnicą jeśli chodzi o barwniki - tutaj pojawia się tartrazyna oraz błękit brylantowy. Rzecz jasna są one związane ze smakiem oraz kolorem napoju. Cóż jeszcze, zanim przejdę do głównego wątku? Warto nadmienić, iż takowego połączenia smakowego - to znaczy limonki z cytryną, próżno szukać na naszym rynku (poza XLem). Znacznie bardziej popularnym smakiem jest połączenie limonki z miętą, czyli po prostu mojito. 

A teraz główny punkt programu, a więc smak. Na wstępie powiem, że akurat Lime&Lemon dla mnie osobiście to najlepszy produkt XLa. Nie tylko ze względu na swoją niepowtarzalność, ale po prostu za UDANE nieco oryginalne połączenie smakowe. Podobnie jak przy XL Cranberry, klasyczny smak typowego energy drinka jest tu właściwie nie wyczuwalny. Kompozycję limonki z cytryną w tym przypadku można uznać za bardzo udany eksperyment. W smaku napój jest dość delikatny, a przy tym mocno orzeźwiający (polecam - jak zresztą większość energetyków - pić schłodzonego). Odnoszę też wrażenie, iż ten posmak (ewidentnie taki, jaki smak napoju) - skądinąd przyjemny - pozostaje w ustach nieco dłużej niż w przypadku XL Cranberry. Jedynym mankamentem jest oczywiście szybkie ulatnianie się gazu z napoju, ale do tego "koneserzy" energetyków z pewnością zdążyli już przywyknąć. 

Króciutko podsumowując - napój XL Lime&Lemon z pewnością można zaliczyć do gatunku tych udanych eksperymentów smakowych. W mojej ocenie jest jeszcze lepszy od swojego "żurawinowego brata". Przy tym ma unikatowy smak, bo jak wiadomo energetyków żurawinowych mamy na rynku znacznie więcej. Kto nie próbował, a często pija energy drinki, powinien skosztować XL Lime&Lemon. Uważam, że nie będzie zawiedziony!


sobota, 15 września 2012

XL Cranberry

Dziś recenzja energetyka, który na naszym rynku obecny jest już od dawien dawna i choćby za samo to należy mu się nieco uwagi. Mowa o XL Energy Drinku, a konkretnie o jego żurawinowej wersji smakowej. Czy można przejść obok niego obojętnie? A może ma w sobie "to coś"? O tym w dalszej części recenzji.




Na początek cena i dostępność: otóż obecnie w sieci Carrefour trwa promocja, w ramach której przy zakupie jednej puszki za 1,19zł drugą dostajemy za grosz. 60 gr za energetyka, w dodatku w trzech opcjach smakowych do wyboru? Rewelacja. Bez promocji natomiast cena waha się od 1,39zł do 1,99zł. W każdym razie rzadko kiedy przekracza 2zł. Oczywiście stwierdzam to na podstawie tego, co zaobserwowałem w swoim regionie. Z dostępnością jeszcze 1-1,5 roku temu powiedziałbym, że jest bardzo dobrze. Jednak od tego czasu jakby powoli zaczął znikać z półek sklepowych. Dla przykładu właśnie dowiedziałem się, iż XLa nie zobaczymy już w niemieckiej sieci Kaufland. Mimo wszystko w dużych marketach, jak np. Real, Tesco czy wymieniony wyżej Carrefour wciąż gości na pólkach z tego typu napojami w całkiem przystępnej cenie. 

W składzie XL Cranberry niemal nie różni się od standardowego energetyka. A więc ilość kofeiny oraz tauryny pozostaje na "ogólnie przyjętym" poziomie, czyli odpowiednio 32mg/100ml oraz 400mg/100ml. Ponadto zawiera jak większość napojów energetycznych kwas cytrynowy, cytrynian sodu i witaminy: niacynę, B6, B12 oraz kwas pantotenowy. Dwie drobne różnice to brak inozytolu oraz obecność barwników - azorubiny i karmelu amoniakalnego, które oczywiście odpowiadają za kolor oraz smak. 
Teraz najważniejsze - czyli właśnie smak. Mając odnośniki w postaci Level Upa czy Green Upa muszę stwierdzić, że to właśnie XL posiada najlepszą wersję żurawinowego "energizera". Jest on delikatnie słodszy od konkurencji, a przy tym również bardziej wyraźny. A posmak nie znika tak szybko - co w tym przypadku jest dużym plusem, gdyż jest on bardzo przyjemny. Każdy, kto spróbuje zdąży poczuć smak żurawiny zanim zdąży on zniknąć w ustach. Jeśli chodzi o minusy mnie osobiście ciężko się takowych doszukać. W zasadzie jedyne, co mogę zarzucić temu napojowi to szybkie "rozgazowanie". Jednak ten problem dotyczy praktycznie każdego energetyka, więc ciężko traktować to jako zarzut. 

Ze swojej strony polecam tego energetyka. Uważam, że jest to jedna z "przyjemniejszych" wersji smakowych "energizerów" na naszym rynku. Przy tym z dostępnością nie ma większych problemów. Dla kogoś, komu nie odpowiada "klasyczny" posmak energetyków, a potrzebuje pobudzenia czy poprawy koncentracji, XL Cranberry może być bardzo dobrym rozwiązaniem. 

piątek, 20 lipca 2012

Dominator Black Edition

Dziś o energetyku, który na rynku jest już od dość dawna, aczkolwiek (przynajmniej w mojej okolicy) coraz trudniej go dostać. Mi szczęśliwie udało się go znaleźć. A czy warto też go spróbować? O tym w dalszej części recenzji.



Na początku pochwalę się, że Dominator produkowany jest u mnie w Dębicy, a dokładniej rzecz biorąc "na obrzeżach" w Nagawczynie przez Olimp Laboratories. Nie wiem tylko, czy użycie czasu teraźniejszego jest adekwatne, gdyż słyszałem plotki, że Olimp ma zamiar wycofać się z rynku energetyków. Nie będę rozważał, czy to dobra decyzja czy nie, natomiast skupię się na samym energy drinku, którego swego czasu (nie wiem jak to jest obecnie) firmował swoim nazwiskiem i osobą sam Mariusz "Pudzian" Pudzianowski.

Jak wspomniałem, obecnie Dominatora (czy to zwykłego, czy Black Edition) bardzo ciężko dostać. Mnie udało się "dorwać" go w Lewiatianie za 2,99 zł, czyli za cenę, jaką przeważnie miał w sklepach. Byłem zaskoczony, gdyż Lewiatana ostatnio odwiedzam dość regularnie i muszę przyznać, że (do wczoraj) z tamtejszych półek zniknął jakiś rok temu, a może i więcej. Dla przypomnienia smaku postanowiłem go kupić. 

I cóż, pamiętając mniej więcej jego smak - w zasadzie klasyczny, zostawiający jednak dość wyraźny, gorzkawy posmak, zapewne związany z podwyższoną ilością kofeiny - muszę stwierdzić, że stał się jakiś "nijaki". Tzn. przez ten rok bądź więcej, odkąd piłem go ostatnio, stracił to, czym się wyróżniał, a o czym napisałem zdanie wcześniej. Owszem, leciutki gorzkawy posmak daje się jeszcze wyczuć, ale nie jest on już tak intensywny i stał się krótkotrwały. Niemniej jednak na pewno nie powiem, że jest niedobry, nie do wypicia. Po prostu obecnie bardzo upodobnił się do większości energetyków dostępnych na polskim rynku. 

A teraz coś o tym, o czym powinno być wcześniej, czyli słówko o składzie: jak wspomniałem w puszce znajduje się podwyższona zawartość kofeiny. A jest to 56mg/100ml, nie standardowe 32mg/100ml. Ciekawostką jest napis na puszcze: "spożywać 125 ml (pół puszki) dziennie". Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by wypić jedynie połowę puszki, a pozostałe 125 ml, już otwartej "puchy" zachować do dnia jutrzejszego... W Dominatorze Black Edition możemy również znaleźć m.in. syrop glukozowo-fruktozowy czy glukuronolakton. Z pozostałych składników nie ma w zasadzie nic, czym różniłby się specjalnie od innych energizerów. Jako, że to produkt z mojego miasta, chcąc nie chcąc (zdecydowanie jednak to pierwsze) muszę go wszystkim polecić :) Dla pobudzenia, dla smaku, jak i dla kolekcjonera takowych puszek :)


sobota, 23 czerwca 2012

No Fear Energy Drink

Dziś miałem okazję spróbować kolejny produkt z brytyjskiego rynku napoi energetycznych po opisanym wcześniej Relentlessie, a mianowicie "No Fear". Czy było warto? Czy okazał się znacznie lepszy od poprzednika? O tym w dalszej części newsa.





Zacznijmy może od dwóch ciekawostek: otóż (co widać i na zdjęciu) napój można kupić w niestandardowej jak na polski rynek puszce o pojemności 485 ml. Dodatkowo jest ona wyposażona w ciekawy "dings" - zamiast klasycznego, powszechnie używanego kluczyka mamy do czynienia z gumową... hmm, jakby to nazwać - zasuwką, którą możemy przekręcać w jedną i drugą stronę otwierając i zamykając napój. Bardzo praktyczne jeśli ktoś nie jest w stanie wypić napoju "na raz". 

Skąd wytrzasnąłem go u nas? Otóż moja dziewczyna znalazła go w stolicy, w centrum handlowym "Arkadia" w "Kuchniach Świata". Cena (przynajmniej na puszce, bo nie pamiętam czy faktycznie tyle zapłaciła) - o zgrozo - 9,50 zł. Dla przypomnienia - tyle, co Relentless.

A jak ze smakiem? Pod tym względem o niebo lepiej. Przypomina większość "klasycznych" energetyków, ale można wychwycić dwa niuanse: zostawia bardzo delikatny, wręcz niewyraźny posmak i jest on krótkotrwały. Wydaje mi się, że jest to zaleta tego napoju.

Podsumowując: plusy to niewątpliwie wygląd puszki, ciekawe rozwiązanie z otwarciem-zamknięciem, przyjemny smak, delikatny pozostawiany posmak, natomiast minusy to CENA, która pewnie w marketach, w których niestety go nie ma, byłaby bez wątpienia znacznie niższa, oraz dostępność. Niemniej jednak w mojej opinii swojego "brytyjskiego brata" biję na głowę pod prawie każdym względem.