Mam nieodparte wrażenie, że sporo pominąłem przy podsumowaniu. Że kwestii czysto sportowych i taktycznych jest więcej do poruszenia. Bez przydługiego wstępu spróbuję od razu przejść do rzeczy.
O ile po pierwszym sezonie można było (a nawet należało) wstrzymać się z osądami i oceną pracy Valverde, rozliczaniem go, o tyle pełne dwa sezon dostarczyły na tyle materiału poglądowego, by dokonać podsumowania jego kadencji w klubie. W porównaniu do punktowej rozpiski, którą przygotowałem rok temu, pewne kwestie uległy wykrystalizowaniu, pewne zaś mniejszej lub większej zmianie. A tym, co zmianie (niestety) nie uległo, jest kolejna kompromitująca porażka w dwumeczu Ligi Mistrzów, która notabene pchnęła (bo raczej nie natchnęła) mnie do przelania na papier (a potem na "wirtualny papier") swoich myśli, wniosków i obserwacji. Przy czym wszystkie negatywne emocje z wtorkowego wieczoru zdążyły się już ulotnić, więc tekst powstaje "na chłodno".